poniedziałek, 14 października 2013

15. "Jutro może być za późno"

~ Em ~

Siedziałam w salonie ślepo gapiąc się w jeden punkt. Czułam, że mój świat właśnie stracił jakikolwiek sens. Nie chciałam być rozpoznawana. A już na pewno nie jako "tajemnicza nieznajoma", która wpieprza się z butami do życia Herr'ego Styles'a. Wszyscy mnie znienawidzą, jeśli już tego nie zrobili. A jeśli nie wszyscy, to na pewno fanki Hazzy. Ale tak naprawdę, to nie mają za co. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nic po za tym nas nie łączy - to nie brzmi fajnie, wręcz przeciwnie - okropnie. Oczywiste jest to, że chcę zajmować tą najważniejszą część życia Harr'ego. Wy na pewno już dawno to wiecie. Ale wbrew pozorom, to nie jest takie łatwe. A może jest? Teraz i tak już media o mnie wiedzą... Ale myślą, że nic między nami nie ma. I muszę zrobić wszystko, żeby nadal byli o tym przekonani. Muszę się odkochać. To będzie najbezpieczniejsza rzecz, jaką w tej sytuacji zrobię. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale nie mam innego wyjścia. Tak będzie najlepiej.
- Już nie śpisz? - ledwo do mnie dotarł głos Ash - Em? Coś się stało? - szybkim ruchem podeszła do mnie - Powiedz coś. - mówiła jak do ściany - To przez Hazzę? - zapytała, a ja się nagle ocknęłam
- Co? Nie. - zapewniłam - Mówili o mnie w tv. - oznajmiłam
- Słucham? - jej oczy prawie wypadły z orbit
- Wczoraj jak wyszłam z klubu, Harry za mną wyszedł - zaczęłam opowiadać
Ashley słuchała mnie z uwagą. Wiedziała, że muszę to z siebie wyrzucić. Tego właśnie potrzebowałam. Oczywiście nie było innej opcji, jak opowiedzieć wszystko ze szczegółami. Nie przeszkadzało mi, że Ash jest taka ciekawska - wręcz przeciwnie.
- I co? Tak po prostu wsiadłaś do taksówki? - dopytywała - Bez słowa? - była strasznie zdziwiona - A on tak po prostu pozwolił Ci odjechać... - skwitowała
-  Zapytał, czy może do mnie zadzwonić. - powiedziałam
- I co powiedziałaś? - pytała rozentuzjazmowana
- Że ja do niego zadzwonię. - odpowiedziałam
Oczywiście nie obyło się bez kazania na temat tego, że powinnam do niego zadzwonić, bo przecież to obiecałam. Doskonale to wiedziałam. Ale co z tego, skoro nie miałam odwagi? Bałam się. Cholernie się tego bałam. To głupie. Wiem. Jeszcze przed tą "akcją" w klubie, rozmawiałam z nim o wszystkim. Wiedziałam, że mogę dzwonić do niego o każdej porze dnia i nocy. Czasem z tego korzystałam. Ale teraz, nic nie było tak, jak kiedyś. Boję się, że już nigdy tak nie będzie. I to jest bardzo prawdopodobne.
Oczywiście wiedziałam, że prędzej, czy później, będę musiała z nim o tym porozmawiać, ale jeszcze nie byłam na to gotowa.
Kiedy Ashley nie udało się mnie skłonić do zadzwonienia do Hazzy, poszła wziąć kąpiel, bo wieczorem idzie na imprezę z chłopakami. Z każdą chwilą jest coraz bliższa Zayn'owi. Przynajmniej im się układa. Cieszę się jej szczęściem. Tylko tyle mi zostało. Strasznie się nad sobą użalam, prawda? To jest żałosne. Robię z siebie jakąś ofiarę. Nie ja pierwsza, nie ostatnia mam problemy sercowe. Dość. Koniec. Zaczynam życie od początku. Po raz kolejny. Mam nadzieję, że już ostatni.
Moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu.Spojrzałam na wyświetlacz. Jenn. Właśnie uświadomiłam sobie, że już od tygodnia z nią nie rozmawiałam. Co ze mnie za siostra?
- Cześć siostra. - przywitałam się z nią
- Hej skarbie. - przywitała się - Em. Powiedz mi, czy wszystko u Ciebie w porządku? - zapytała
- Jasne, dlaczego ma nie być? - udawałam, bałam się, że widziała mnie w tv albo w jakiejś gazecie plotkarskiej
- Widziałam wczoraj Matt'a. - powiedziała, a mi ulżyło - Zwolnił Cię? - zapytała
- No coś ty. - uspokoiłam ją - Matt musiał polecieć do Brukseli, bo ma konkurs. Dzięki temu mam 2 tygodnie wolnego. - wytłumaczyłam
- Kamień z serca. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. - byłam zdziwiona - Dlaczego Ciebie jeszcze nie ma u mnie w domu? - zapytała z udawanym wyrzutem
- Masz dużo pracy, nie chcę Ci przeszkadzać.
- Nie chcę o tym słuchać. Masz tu przylecieć tak szybko, jak to tylko możliwe. - rozkazała - Zrozumiano?
- No dobrze. - zgodziłam się - Będę u Ciebie pojutrze. Wrócę razem z Ash. - oznajmiłam
- Ash u Ciebie jest? - dopytała - Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - zapytała - No ja ją zabiję kiedyś... - stwierdziła po czym się zaśmiałyśmy
Zakończyłyśmy rozmowę, odłożyłam telefon na stolik. Cieszyłam się, że nie muszę tłumaczyć jej historii z Hazzą. To nie jest rozmowa na telefon.
Wreszcie zobaczę Jenn. Strasznie się za nią stęskniłam. Może dzięki temu wyjazdowi odpocznę, przemyślę to wszystko...

***

~ Harry ~

Em, pomimo tego, że obiecała, nie dzwoni. Wiem, że ja powinienem to zrobić, ale nie mam odwagi. Po za tym, powiedziałem sobie, że dam jej czas na przemyślenie tego wszystkiego. Jeżeli dzisiaj nie zadzwoni, ja to zrobię. Nie mogę czekać wiecznie. Wiem, ze to dla niej trudne, ale dla mnie też to nie jest łatwe. Muszę wiedzieć, na czym stoję.
Teraz jeszcze te media. Cały czas o nas mówią. Doszukują się jakichś "pikanterii" na nasz temat. To jest strasznie męczące. I nie skończy się to tak szybko, jakbym tego chciał. Telefon Paul'a ciągle dzwoni. Wiem, że prędzej, czy później będzie kazał mi wszystko wyjaśnić i umówi nas na wywiad. Mam nadzieję, że do tego czasu, będę miał postawioną sprawę jasno.
Chłopaki dzisiaj wychodzą na kolejną imprezę. Ja zostaję w domu. W obecnej sytuacji nawet samotność będzie lepsza od imprezy. Gdyby była razem z nimi Em, oczywiście ja też bym się pojawił. Nie mam pewności, że ona też zostanie w domu, ale tak mi się wydaje. Ashley pewnie pójdzie sama. Straszna jest świadomość, że to wszystko przeze mnie. Gdybym się wtedy powstrzymał, wszystko byłoby okay. Nie byłoby problemu.
- Hazza! - usłyszałem wołąnia z salonu
- Co jest? - zapytałem
- Na pewno nie chcesz z nami iść? - dopytywał Louis - A może chcesz, żebyśmy z Tobą zostali? - traktował mnie jak dziecko
- Lou. Idźcie na tą imprezę. Nie przejmujcie się mną. Bawcie się dobrze. - rozkazałem
Po jakimś czasie udało mi się ich przekonać. Po kilkunastu minutach, zbierali się do wyjścia.
- Ale pamiętaj, że masz do niej zadzwonić. Jasne? - nakazywał mi Lou
- Tak. Wiem. - mówiłem po raz kolejny.
W końcu wyszli. Cholernie się boję, ale muszę z nią porozmawiać. Wziąłem telefon do ręki i wyszukałem numer Em. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i czekałem na jej delikatny głos
- Tak? - odebrała
- Przepraszam, wiem, że miałem nie dzwonić, ale... - nie pozwoliła mi dokończyć
- Nie przepraszaj. Dobrze, że dzwonisz. Musimy porozmawiać. - oznajmiła - Ale to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się.
- Jasne. Jutro może być? - zapytałem
- Jutro może być za późno. Przyjedź do mnie dzisiaj, jeśli możesz. - powiedziała
- Zaraz u Ciebie będę. - oznajmiłem i rozłączyłem się
Byłem szczęśliwy, że będę mógł ją zobaczyć. Z drugiej strony nie wiem, czego mam się spodziewać. Co miała na myśli mówiąc, że jutro będzie za późno? Bałem się o nią.
Wyszedłem z domu. Wsiadłem do mojego samochodu i ruszyłem w stronę domu Em.

~~~~~~~~

Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale przez cały weekend nie było mnie w domu, mam nadzieję, że rozumiecie :)
I jak? Podoba się wam to coś na górze? xD Mam nadzieję, że tak :) Wiem, że krótki, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Piszcie co sądzicie o rozdziale :)
Jeżeli jeszcze nie byliście na moim drugim blogu, to zapraszam: http://now-i-know-i-am-not-alone.blogspot.com/ 3 Rozdział napiszę dzisiaj :) Więc zapraszam :)

Do następnego! ;D

Szablon by S1K