sobota, 23 listopada 2013

20. "Po prostu Harry już dla mnie nie istnieje."

~ EM ~
Odłożyłam walizkę z powrotem na miejsce i skierowałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je zobaczyłam osobę, której tak bardzo nie chciałam widzieć. Szybko zamknęłam drzwi, zanim Styles zdążył cokolwiek powiedzieć. Zaczął walić pięściami i prosić, abym go wpuściła. Nie chciałam z nim rozmawiać. Nie miałam na to ani ochoty, ani czasu. Taksówka już na mnie czeka, mam pół godziny do samolotu. Nie miałam innego wyjścia, musiałam już iść, chociaż wiedziałam, że to wiąże się z koniecznością rozmowy z szatynem. Zabrałam walizkę, w której były wszystkie moje rzeczy. Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.
- Em błagam Cię, daj mi wytłumaczyć. – prosił mnie Harry
- Tu nie ma nic do tłumaczenia. – powiedziałam zamykając drzwi na klucz – Wybacz, ale nie mam czasu. – oznajmiłam i ruszyłam w stronę taksówki
- Proszę Cię, daj mi szansę. – nie ustępował
- Nie mam ani czasu, ani ochoty. – powiedziałam
- Ale mi na Tobie zależy, przepraszam Cię za moją głupotę. Kocham Cię.
- Co z tego? Przecież nie moglibyśmy być razem. – cytowałam jego słowa
- Nie chciałem tego powiedzieć. – głupio się tłumaczył, kierowca schował moją walizkę do bagażnika
- Gdybyś nie chciał, nie powiedziałbyś tego. – nie ustępowałam
- Uwierz mi, Paul mnie do tego zmusił. – zaśmiałam się na te słowa – Ale ty jesteś dla mnie najważniejsza, dlatego postanowiłem powiedzieć prawdę. – próbował mnie przekonać
- Okay, Paul Ci kazał. A Gdyby powiedział Ci, że masz ze mną zerwać?– zapytałam
- Nie zrobiłbym tego. Jesteś dla mnie najważniejsza. – powtarzał się
- A gdyby przyszło ci rzucić wszystko i polecieć za mną tysiące kilometrów, a Paul by Ci tego zabronił? – zadałam kolejne pytanie, nie usłyszałam odpowiedzi – No właśnie. – powiedziałam i wsiadłam do taksówki
Kiedy to zrobiłam, kierowca momentalnie ruszył w stronę lotniska. Patrzyłam na zmieniające się widoki za oknem, a po moich policzkach, łzy lały się strumieniami. Po co tu przyszedł? Mógł sobie darować. Na szczęście miałam to już za sobą. Wiedziałam, że na pewno do Brukseli za mną nie poleci, więc będę mogła odpocząć od wszystkiego.

Po około 20 minutach byłam już na miejscu. Kierowca podał mi moją walizkę, zapłaciłam za kurs i jak najszybciej udałam się na odprawę. Bałam się, że nie zdążę, jednak udało się. Po kilkunastu minutach siedziałam już w samolocie. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam muzykę, najgłośniej jak się dało. Chciałam zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w tekst piosenek.

Samolot wylądował. Odebrałam moją walizkę i chodziłam po lotnisku rozglądając się za siostrą, która miała po mnie przyjechać. Wreszcie moje oczy skierowały się na blondynkę. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Szybko do mnie podbiegła i zamknęła w silnym uścisku.
- Nareszcie Cię widzę! – powiedziała radośnie
Miałam wrażenie, że nasze uściski trwają wiecznie. Brakowało mi tego. Brakowało mi jej uśmiechu, jej optymizmu. W końcu odsuwamy się od siebie. Jenn zabiera moją walizkę i kierujemy się w stronę samochodu mojej siostry.
- Dlaczego nie chwaliłaś się, że masz takie ciasteczko na wyłączność, co? – powiedziała z udawanym wyrzutem, nie odezwałam się, a mój uśmiech momentalnie zniknął mi z twarzy – Emma, co się stało? – zapytała, kiedy zauważyła moją przygnębioną minę
- Nic. Po prostu Harry już dla mnie nie istnieje. – odpowiedziałam
- Dlaczego? – dopytała
- Długa historia. – stwierdziłam
- Okay, pogadamy w domu. – zadecydowała i objęła mnie ramieniem

~ HARRY ~
Wiedziałem, że nie będzie chciała ze mną rozmawiać, ale musiałem spróbować. Nie udało się, ale na pewno nie zrezygnuję. Em jest dla mnie zbyt ważna, żeby to tak po prostu zostawić. Wsiadłem do swojego samochodu i wróciłem do domu. Paul od godziny próbował się ze mną skontaktować – na marne. Wiedziałem, że jest na mnie wściekły. Wysłucham jego popieprzonych wyrzutów i pretensji, powiem, co myślę na ten temat i będę miał wszystko w dupie. Później znajdę Em i za wszelką cenę postaram się jej to wytłumaczyć. Nie mam pojęcia, jaki jest dokładny adres jej siostry, ale jestem pewien, że poleciała do Brukseli. Jakoś ją znajdę. Nieważne, jak.

Już byłem pod mieszkaniem Paul’a. Wysiadłem z samochodu i szedłem w stronę jego domu. Nacisnąłem dzwonek i po chwili drzwi się otworzyły.
- O proszę. Pan gwiazda postanowił się zjawić u mnie w domu. – przywitał mnie z sarkazmem – Czym zawdzięczam twoją wizytę? – coraz bardziej byłem zdenerwowany
- Nie pierdol farmazonów. Wpuścisz mnie, czy będziemy tak stać? – zapytałem
- Gwiazdeczka jest wkurzona, oj niedobrze. – powiedział wpuszczając mnie do środka
- Zacznij już swój opieprz, bo trochę mi się spieszy. – wywołałem śmiech Paul’a – Nie rozumiem, co w tym takiego śmiesznego.
- Możesz mi powiedzieć, co ty odpierdalałeś w tym durnym programiku? – zapytał, nie miałem zamiaru odpowiadać – Dlaczego nie trzymałeś się naszej umowy?
- Może dlatego, że kocham Em i nie mam zamiaru udawać, że tak nie jest? – powiedziałem podnosząc głos, Paul zaczął się śmiać
- Biedactwo. – położył mi na ramię rękę, którą od razu zrzuciłem – Jesteś taki romantyczny… Aż Ci zazdroszczę.
- Nie wątpię. – powiedziałem
- Słucham? – nie wierzył w to, co słyszał
- Wiesz, dlaczego nadal jesteś sam? – zapytałem
- Oświeć mnie.
- Dlatego, że jesteś gburem. – powiedziałem bez wahania – Żadna kobieta nie zakochałaby się w takim popierdoleńcu, jakim jesteś ty. – miałem wrażenie, że zaraz oczy powypadają mu z orbit – Masz obsesję na punkcie kontrolowania innych. – kontynuowałem – Wpieprzasz się z butami w życie innych tylko dlatego, że nie masz swojego. Manipulujesz innymi. Ludzi masz za nic, a tak naprawdę, to ty jesteś nikim. – powiedziałem całą prawdę
- Odwołaj to, póki masz jeszcze szansę. – ostrzega
- Nie mam zamiaru. – powiedziałem i już po chwili poczułem jego rękę na mojej twarzy, zaśmiałem się – Bijesz jak baba. – stwierdziłem
Mimo tego, że jego „uderzenie” ani trochę mnie nie zabolało, byłem strasznie wkurzony. Wycelowałem pięścią prosto w jego nos i walnąłem go z całej siły. Widziałem, że stracił na chwilę orientację. Kiedy już się ocknął, postanowił mi oddać, jednak schyliłem się i nie udało mu się to. Jednak ja trafiłem dokładnie tam, gdzie chciałem, czyli w jego twarz. Kolejnego jego ruchu niestety nie udało mi się uniknąć i dostałem z trochę większą siłą niż pierwszym razem, ale to też nie zrobiło na mnie wrażenia. Ponowiłem swoje poprzednie ruchy i Paul ponownie oberwał. Kolejny cios, który otrzymałem był zdecydowanie silniejszy niż poprzednie. Przez chwilę nic nie widziałem, jednak po chwili odzyskałem wzrok i poczułem, jak z mojego łuku brwiowego sączy się krew. Postanowiłem zakończyć tą bitwę raz na zawsze i w ostatnie uderzenie włożyłem całą moją energię, co spowodowało, że Paul upadł. Chciałem jeszcze go „dobić”, ale zrezygnowałem. Wyznaję zasadę, że leżącego się nie kopie, więc wyszedłem z jego domu i wsiadłem do samochodu.

~ EM ~
- Mów co się dzieje. – poprosiła mnie siostra, kiedy siedziałyśmy z kawą w jej salonie
Ostawiłam kubek z kawą na stolik i zaczęłam opowiadać. Najpierw o tym, jak się poznaliśmy, o historii z batonikiem dla Niall’a. O tym, że na początku nie chciałam go znać, ale w później, wszystko się zmieniło. Opowiedziałam jej, jak poznałam resztę zespołu, o wspólnych imprezach, do których później, dołączyła Ash. Aż w końcu dotarłam do momentu, w którym byłam z Harry’m.. opowiadałam, jak nam było razem cudownie, tak naprawdę tylko przez kilka dni. Później Hazza wszystko zepsuł. I za to go nienawidzę.
-… No i później przyszedł czas na ten cholerny wywiad. – mówiłam
- Co się stało? Powiedział coś głupiego? – dopytywała, łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach tworząc wodospad
Miałam już tego dość. Nie chciałam jej tego mówić. Nie miałam na to siły. Nie potrafiłam o tym opowiadać, za bardzo bolało. Jenn usiadła obok mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Jeżeli to dla Ciebie trudne, to nie mów. – powiedziała cicho
- Dziękuję. – wyszeptałam wtulając się w siostrę
Trwałyśmy tak w uścisku dłuższą chwilę. Nie potrafiłam przestać płakać. Łzy lały się strumieniami i nie miały zamiaru przestać. Nie mogłam się uspokoić. Wszystko wróciło. Z jeszcze większą siłą. Nigdy tyle nie płakałam. Zawsze uważałam, że ludzie, którzy płaczą za ludźmi, czy rzeczami, tylko tracą dużą część swojego życia. Zawsze mówiłam, że trzeba cieszyć się z życia i nie przejmować się tymi, którzy nas opuszczają. Wiedziałam, że trzeba zapomnieć i żyć dalej, tylko, że w tamtej chwili to było dla mnie niemożliwe. Oderwałyśmy się od siebie, kiedy mój telefon zadzwonił.
- Skarbie, wsiadam w najbliższy samolot i przylatuję do Ciebie, ale powiedz mi, wszystko okay? – usłyszałam głos mojej przyjaciółki
- Nie musisz. Jestem u Jenn. – oznajmiłam
- Zaraz tam będę. – odpowiedziała i szybko się rozłączyła.
Ash już pewnie wie o wszystkim. Nie miałam pojęcia skąd, ale wtedy naprawdę z całego serca dziękowałam Bogu za takich przyjaciół. W dzisiejszych czasach, naprawdę o takich trudno. Spójrzcie, tylko, rzucają wszystko. Wszystkie swoje zajęcia. Praca, studia. To się dla nich nie liczy. Zostawiają wszystko i jadą do ciebie na złamanie karku, bo jakiś dupek Cię zranił. Wiem, że wiele ludzi nie ma takich osób. Doceniam to, że je mam. Przynajmniej staram się. Z całego serca.
Po kilku minutach Ash wparowała do domu Jenn i mocno mnie przytuliła.
- Dupek. Zabiję go. - powiedziała, kiedy zobaczyła moje napuchnięte od płaczu, oczy – Jak on mógł nie docenić tego, że ma przy sobie taki skarb? – zadała pytanie retoryczne,
- Dziękuję Ci, że tu jesteś. – powiedziałam cicho i starałam się nie dopuścić do mojego poprzedniego stanu, nie udało się
- Zwariowałaś? To oczywiste, że jestem z Tobą. Nie masz za co dziękować. – powiedziała przytulając mnie jeszcze mocniej
- Skąd wiesz? – zapytałam
- Nieważne. – odpowiedziała
Poszłyśmy do mojego dawnego pokoju. Nic się w nim nie zmieniło. Wszystko było na swoim miejscu.
Usiadłyśmy na łóżku, które tak uwielbiałam. Oparłyśmy się o zieloną ścianę mojego pokoju. Przez chwilę milczałyśmy. Czekałyśmy na Jenn, która miała zrobić herbatę.
- Byłaś z nimi wtedy w studiu? – przerwała ciszę, Ash
- Nie. – odpowiedziałam krótko – I chyba dobrze, że mnie tam nie było.
Do pokoju weszła moja siostra. Podała nam nasze kubki.
- Zostawię was same. – oznajmiła
- Nie. – powiedziałam cicho – Zostań.
Jenn wróciła się do pokoju. Odłożyła tacę na komodę, która stała w kącie pomieszczenia. Usiadła obok mnie opierając się plecami o ścianę tak, jak ja z Ash.
- Cieszę się, że postanowiłaś tu przyjechać. – odezwała się Jenn
- To była szybka decyzja. – stwierdziłam – Kiedy to wszystko usłyszałam, od razu wiedziałam, że nie mogę tam zostać. Za dużo jest tam rzeczy, które by mi przypominały Harr’ego. – oznajmiłam, dziewczyny słuchały mnie z uwagą
- Przepraszam, że o to pytam, ale rozmawiałaś z nim? – wtrąciła się Ash
- Tak. Przyszedł do mnie, kiedy już miałam jechać na lotnisko. – odpowiedziałam – Błagał mnie, żebym mu wybaczyła, że mu na mnie zależy, że on nie chciał tak naprawdę tego powiedzieć… - Jenn patrzyła na mnie z zainteresowaniem, nie wiedziała, o co tak naprawdę chodzi, spoglądała na Ash próbując coś wyczytać z jej twarzy – Wiecie, co on mi powiedział? – zapytałam – Że Paul kazał mu to powiedzieć. – lekko się zaśmiałam, po czym moja twarz znów zrobiła się poważna - Cały czas powtarzał, że mnie kocha. – opowiadałam wszystko po kolei – A wiecie, co w tym wszystkim jest najgorsze? – ponownie zapytałam, moje oczy znów się zaszkliły – To, że ja też go cholernie kocham.


~~~~~~~~
Hej misiaczki ;D Mam nadzieję, że 20 się podoba :)
Jej, to już 20 rozdział, kiedy to zleciało? ;D Nawet nie wiecie, jaką radość mi sprawia prowadzenie tego bloga ;) 
Piszcie komentarze, zależy mi na waszej opinii :)
Do następnego! ;)
Szablon by S1K