niedziela, 1 grudnia 2013

21. "Pocałuj mnie."

~ Ash ~
Co za idiota! Gdybym mogła, natychmiast bym go zabiła. Jak on mógł tak ją zranić? Nigdy mu tego nie wybaczę i zawsze będę uważała, że jest kompletnym dupkiem, ale to wszystko nie jest takie proste. Em go kocha. Była z nim naprawdę szczęśliwa. Wiem, że Harry jest dla niej najważniejszy i to, co powiedział w tym programie, tego nie zmieni. Może jest teraz wkurzona, zraniona, ale wiem, że nigdy nie przestanie go kochać. To jest jej chłopak. Na zawsze. Jestem tego pewna. Harry tak łatwo nie odpuści. Wiem, że zrobi wszystko, aby mu wybaczyła. Widziałam, jak na nią patrzy. Z wielką czułością, tak jakby widział w jej oczach cały swój świat. Wiem, że było to szczere, a moja wściekłość na niego, to już inna sprawa.
Razem z Jenn kazałyśmy jej się zdrzemnąć. To dobrze jej zrobi. Zostawiłyśmy ją samą z nadzieją, że odpocznie od tego wszystkiego. Zeszłyśmy do salonu i rozmawiałyśmy o tej sprawie popijając kawę.
- Co on powiedział w tym wywiadzie? – zapytała mnie Jenn, spojrzałam na dzisiejszą gazetę, która leżała na stole
- Nie czytałaś jeszcze. – stwierdziłam, blondynka przytaknęła i wzięła gazetę do ręki i zaczęła ją przeglądać z prędkością światła
Wreszcie znalazła odpowiedni artykuł. Przyglądałam się jej, jak ta czyta gazetę. W pewnym momencie zamknęła ją i odłożyła na bok. Spojrzała na mnie i nic nie mówiła przez chwilę
- A co, jeśli rzeczywiście nie chciał tego powiedzieć? Przecież później powiedział prawdę. – mówiła bardzo cicho – Co, jeśli on naprawdę ją kocha?
- Kocha ją. Jestem tego pewna. – odpowiedziałam – Wystarczyło spojrzeć na nich, kiedy byli razem. Oni świata poza sobą nie widzieli. Harry patrzył na Em, jak na swój największy skarb. – opowiedziałam
- Nie sądzisz, że powinna dać mu jeszcze szansę? – zapytała mnie, przez chwilę nic nie mówiłam
- Nie mam pojęcia, co powinna zrobić. – stwierdziłam – Ale wydaje mi się, że są dla siebie stworzeni. Są zapisani dla siebie gdzieś tam na górze. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak ona była szczęśliwa z Hazzą. – powiedziałam – Kiedy byłam w Londynie, powiedziała mi, że dopiero przy Harry’m dowiedziała się, co tak naprawdę znaczy miłość.
- To chyba musimy ich pogodzić ze sobą, prawda? – dopytała
- Jestem wkurzona na tego palanta, co zrobił Em, ale chyba masz rację. – przyznałam

~ Harry ~
Stałem pod drzwiami Zayn’a i czekałem, aż je otworzy. Nie mam pojęcia, po co ja do niego w ogóle przyjeżdżałem. Wydawało mi się, że może znać adres Em. Dopiero teraz zrozumiałem, jak to było głupie. Skąd niby on miał to wiedzieć? Własny chłopak nie zna jej adresu, a co dopiero Zayn… Moja głupota nie zna granic, ale chwytałem się wszystkiego. Byłem tak zdesperowany, że już sam nie wiedziałem, co mam robić, żeby ją odzyskać. Dzwoniłem do niej cały czas, ale najpierw nie odbierała, a później wyłączyła telefon.
W końcu drzwi przyjaciela otworzyły się. Przywitaliśmy się ze sobą i weszliśmy do środka.
- Wiem, że o głupie pytanie i na pewno nie znasz na nie odpowiedzi, ale znasz może adres Em? Ten z Brukseli? – zapytałem
- Ty chcesz teraz do niej jechać? – zdziwił się – I myślisz, że otworzy Ci drzwi?
- Nie wiem, ale muszę spróbować. Muszę ją odzyskać… Nie mogę jej stracić… - zaczynam się cały trząść z bezradności – Muszę zrobić wszystko, żeby mi wybaczyła… Nie mogę tego tak zostawić, rozumiesz? Ona jest moja. Powinna być tylko moja, a ja jak ostatni kretyn pozwoliłem jej stąd wyjechać… Nigdy sobie tego nie wybaczę. – mój głos coraz bardziej drżał, jeszcze nigdy nie byłem tak zdenerwowany
- Harry, uspokój się. To nic nie da. – zapewniał mnie – Spróbuję się dowiedzieć, gdzie mieszka, okay? Zostań tutaj. Usiądź i nie denerwuj się.

~ Zayn ~
Pierwszy raz widziałem go w takim stanie. Bałem się o niego. Naprawdę się o niego bałem. Jedyne, co mogłem zrobić, to zadzwonić do Ash i błagać ją, aby dała mi ten adres. W innym przypadku, Harry może się załamać psychicznie. Kocha Em. Wszyscy to wiedzą, i nie dziwię się, że chce ją odzyskać, ale on już jest wykończony psychicznie. Boję się, że jeżeli Em mu nie wybaczy, popadnie w depresję, albo zrobi sobie coś głupiego.
Jak najszybciej wybrałem numer blondynki i z niecierpliwością czekałem, aż usłyszę jej delikatny głos. Wreszcie Ash się odzywa.
- Wiem, że to, że mi to powiesz, graniczy z cudem, ale podasz mi adres Em? – zapytałem – To bardzo ważne.
- Co się dzieje? – usłyszałem jej zatroskany głos
- Harry u mnie jest. Błaga mnie o to, abym powiedział jej, gdzie mieszka Em. Jest w strasznym stanie. Załamał się. Nigdy nie był tak przybity jak teraz. – opowiadałem – Wiem, że jesteście teraz na niego wściekłe, ale on naprawdę kocha Em. Nie widzi poza nią świata i boję się, że może zrobić sobie cos głupiego.
- Wyślę Ci adres sms’em. – powiedziała cicho
- Nawet nie wiem, jak mam Ci dziękować. – odpowiadam – Jesteś kochana. Dziękuję.
Jakimś cudem się udało. Zbiegłem szybko do mojego przyjaciela poinformować go, gdzie mieszka Em.

~ Em ~
Obudziłam się. Jak się okazało, spałam tylko godzinę. Nie miałam ochoty schodzić na dół. Chciałam pobyć sama. Przemyśleć to wszystko. Może powinnam mu wybaczyć? Może rzeczywiście kocha mnie tak, jak ja jego? Dlaczego mamy teraz oboje cierpieć? Ja tu, a on w Londynie? Nie możemy cieszyć się sobą, przy sobie? Już sama nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. To wszystko jest zbyt trudne.
Włączyłam laptopa i od razu zalogowałam się na twitter’a. Przeglądałam tweety moich znajomych, aż w końcu zobaczyłam coś, czego się nie spodziewałam.
Wiem, że jestem idiotą. Najgorszy palant na świecie, ale ja naprawdę Cię kocham i przyrzekam, że zrobię wszystko, żebyśmy znów byli razem.
Moje oczy się zaszkliły na widok słów Harr’ego. Przeczytałam tego tweet’a kilka razy, aż w końcu wyłączyłam tweetera. Muszę o tym zapomnieć. Chociaż na chwilę. Przeglądałam jakieś wiadomości w internecie, które tak naprawdę mnie nie interesowały. Moją uwagę przykuł nagłówek jednego z artykułów. ‘Wielka afera wszechczasów.’ Ciekawe, co to za ‘afera’. Bez zastanowienia kliknęłam na tytuł. Już po chwili czytałam słowa jakiegoś dziennikarza.
‘Kilka godzin temu, dotarły do nas zaskakujące zdjęcia. Członek sławnego boy bandu jest przez nas podejrzewany o bójkę! Ale to nie jest byle jaka bójka. Chłopak został przyłapany na tym, jak wychodzi z domu swojego menagera z zakrwawioną twarzą. Wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Jakiś czas później w podobnym stanie wyszedł właściciel mieszkania. Nie da się ukryć, że mieli poważny konflikt między sobą. Czy dotyczył on ostatniego wywiadu udzielanego przez zespół? Tego jeszcze nie wiadomo, ale jest pewne, że Harry Styles będzie cieszył się jeszcze większa popularnością niż dotychczas.’
Moje serce momentalnie zaczęło szybciej bić. Czytałam artykuł kilkakrotnie. ‘[…]wychodzi z domu swojego menagera z zakrwawioną twarzą […] Harry Styles […]’  Tylko tyle do mnie docierało. Co z nim? Czy wszystko w porządku? Nic mu nie jest? Te pytania nie dawały mi spokoju. Nawet nie wiem, kiedy zaczęły spływać łzy po moich policzkach. Nie usłyszałam, jak otworzyły się drzwi mojego pokoju, a już po chwili obok mnie siedziała Jenn.
- Słońce, co się stało? – zapytała zatroskana
Nie odpowiedziałam. Jenn zauważyła artykuł, który czytałam. Wzięła laptopa i również się z nim zapoznała. Po chwili go odłożyła na komodę. Przytuliła mnie.
- Na pewno jest wszystko w porządku. – uspokajała mnie
- Jak ja mogłam go tam zostawić? Jak mogłam to zakończyć? Przecież go kocham… - mówiłam przez łzy
- Spokojnie. Wszystko się ułoży. Zobaczysz, że jeszcze chwila i będziecie znowu razem. – zapewniała mnie
- Muszę tam wracać. Muszę go zobaczyć.

~ Harry ~
Jakimś cudem udało mi się uspokoić, kiedy dostałem jej adres. Od razu wsiadłem do samochodu, oczywiście razem z mulatem, bo stwierdził, że nie puści mnie samego. Już po kilkunastu minutach byliśmy na lotnisku. Szybko ruszyliśmy w stronę kasy, aby kupić bilety. Była cholerni długa kolejka. Dlaczego?! Niecierpliwie stąpałem z nogi na nogę. Szybciej, do cholery, ja nie mam czasu! Wrzeszczałem w głębi duszy.
- Uspokój się. Zdążymy. – zapewniał mnie Zayn
- Łatwo Ci, kurwa powiedzieć. Ja muszę tam być. Teraz! – wykrzyczałem
Spojrzałem na zegarek – za dziesięć minut mamy samolot, a przed nami kilometrowa kolejka. Wkurzyłem się. Bez wahania ruszyłem do kasy. Uprzejmie przeprosiłem kobietę, której teraz była kolejka i obiecałem, że tylko o coś zapytam.
- Przepraszam, ale zaraz mam samolot. Czy mógłbym teraz kupić bilety? – zapytałem brunetki, która zajmowała się sprzedawaniem biletów
- Przykro mi, ale kolejka obowiązuje wszystkich. Nawet taki sław, jak pan, panie Styles. – starała się być jak najbardziej uprzejma
- Zajebiście, kurwa. – powiedziałem i wróciłem na swoje miejsce
Nie zdążę. Na pewno nie zdążę.
Po upływie kilku minut usłyszałem informację na temat odprawy MOJEGO samolotu. Kolejka zmniejszyła się o 3 może 4 osoby. W takim tempie, to nie wyrobię się nawet na jutrzejszy samolot.
Staliśmy w tej kolejce już prawie dwie godziny. Ludzie! Ile można kupować bilet! Było może połowę ludzi przede mną. Z każdą chwilą jestem coraz bardziej wściekły. Zayn najwyraźniej to zauważa.
- Idź, sobie usiądź. Kup sobie coś do picia, może się uspokoisz. Ja poczekam. – usłyszałem głos przyjaciela
- Dzięki. – odpowiedziałem i ruszyłem w stronę sklepu
Od razu przypomniało mi się pierwsze spotkanie z Em. Wspomnienie wróciły. Postanowiłem kupić sobie ‘naszego’ batona. Ruszyłem w stronę odpowiedniej półki i szukałem mojego ‘celu’. Wreszcie moim oczom ukazał się upragniony baton. Zaśmiałem się, ponieważ był ostatni. Zupełnie tak, jak wtedy.
- Wiem, że to nie jest kulturalne, ale mógłbyś oddać mi tego batonika? – usłyszałem głos cytujący moje słowa, głos, który tak bardzo kochałem, który tak bardzo chciałem usłyszeć

~ Em ~
Niepewnie odwrócił się w moją stronę. Nie wiedział, jak ma zareagować. W sumie, to sama nie wiedziałam, czy dobrze, że to powiedziałam. Jedno jest pewne, kiedy zobaczyłam jego wyćwiczoną sylwetkę, od razu chciałam do niego podbiec i go przytulić. Chciałam zasmakować jego cudownych ust. Podeszłam do niego bliżej.
- Em. Co ty tutaj robisz? – zapytał z niedowierzaniem
- Wróciłam. – wyszeptałam – Do Ciebie.
Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Poczułam zapach jego perfum, który tak bardzo kochałam. Brakowało mi tego.
- Wszystko w porządku? – zapytałam dotykając jego czoła, Harry się uśmiechnął
- Spokojnie, nic mi nie jest. To tylko małe zadrapanie. – zapewniał
- Nie wygląda mi to na ‘małe zadrapanie’. – nie przekonał mnie, zaśmiał się na moje słowa – Co w tym takiego śmiesznego?
- Nic. To słodkie, że się tak o mnie troszczysz, ale naprawdę, wszystko jest okay.
Uśmiechnęłam się i znów się wtuliłam w jego rozgrzany tors. Staliśmy tak przez dłuższą chwilę nie ruszając się.
- Pocałuj mnie. – powiedziałam cicho
Po chwili poczułam delikatne muśnięcie moich ust. Nie o to mi chodziło. Rozchyliłam jego usta i wsunęłam język, który po chwili zaczął walczyć ze swoim przeciwnikiem. Wreszcie poczułam to, czego tak bardzo pragnęłam. Znów mam przy sobie mojego chłopaka. Mam nadzieję, że tym razem już na zawsze.
- Przepraszam za wszystko. – powiedział, kiedy oderwaliśmy się od siebie – Przepraszam, za to, co powiedziałem. To nigdy się nie powtórzy. – doskonale to wiedziałam, nie chciałam tego słuchać, więc ponownie go pocałowałam
Ruszyliśmy do kasy. Zapłaciliśmy za naszego batonika i wyszliśmy ze sklepu.
- Pamiętasz, jak zapytałaś mnie, czy poleciałbym za tobą…
- Harry, nie mówmy o tym. – przerwałam mu
- Zrobiłbym to. – odpowiedział – Poleciałbym za Tobą nawet na koniec świata. – zapewnił mnie i pocałował w czoło


~~~~~~~~
Mam dość. Od dzisiaj nie przejmuję się komentarzami. Chcecie, to komentujcie, nie chcecie, to nie. Mam już dość tego ciągłego upominania i proszenia. To i tak niczym nie skutkuje, ale wydaje mi się, że wypadałoby docenić to, co robię i napisać, czy wam się podoba, czy nie i powiedzieć, co ewentualnie zmienić. Dużo osób obserwuje tego bloga i co z tego? Nawet nie raczą napisać jednego głupiego słowa. Mało tego, nawet wam się nie chce kliknąć w ankietę. Chyba nie wymagam od was dużo, prawda? Ale to nic. Od dzisiaj koniec. Róbcie, co chcecie.
Szablon by S1K