sobota, 11 stycznia 2014

26. "Nie mam pojęcia, dlaczego ona niszczy moje życie"

~ Em ~
Obudziłam się w szpitalu. Nienawidzę tego miejsca. Uśmiechnęłam się lekko na widok szatyna, który właśnie spał na siedząco opierając głowę na moich kolanach, delikatnie ściskał moją rękę. Ciekawe, jak długo tu jest.
Pogładziłam kciukiem jego dłoń. Sztayn szybko się zerwał, co spowodowało mój cichy śmiech.
- Em! Wszystko w porządku? - był strasznie zmartwiony, jego oczy były pełne... współczucia? Pewnie wie każdy szczegół z wczorajszego wieczora.
- Spokojnie. Nic mi nie jest. - lekko się uśmiechnęłam dodając mu otuchy
- Strasznie się o Ciebie martwiłem. - powiedział mocniej ściskając moją dłoń - Ten facet... - spuścił głowę - ... Nic Ci nie zrobił? - przez chwilę nic nie mówiłam, na samą myśl o tamtej sytuacji w moich oczach pojawiają się łzy, odwracam wzrok od Hazzy
- Nie zdążył. - odpowiedziałam -  Ni... - zacięłam się na chwilę - ...Jakiś mężczyzna zorientował się co jest grane i mi pomógł.
- Wiesz, kto Ci pomógł? - zaprzeczyłam
Oczywiście to nie była prawda. Miałam tylko nadzieję, że Harry się nie zorientuje. A kto to był? Nick. Właśnie dlatego nie mogę mu powiedzieć prawdy. Harry doskonale wie, że rozstaliśmy się przez zdradę, której dopuścił się Nick. Zanim jeszcze byliśmy razem, powiedział, że nie mógłby przejść obojętnie obok niego. Twierdził, że należy mu się porządny wpierdol. Oczywistym jest, że tego nie chcę, a wiem, że Hazza jest do tego zdolny. Po co mi kłopoty?
- Nie musisz kłamać. - wyszeptał, patrzyłam na niego pytająco - Wiem, że Nick Cię uratował. - spojrzał mi w oczy, czekałam na dalszy rozwój sytuacji - I jestem mu cholernie wdzięczny. - słuchałam z uwagą - Nadal jestem wściekły, że Cię tak potraktował, ale gdyby nie on... - zaciął się, spuścił wzrok, a oczy były pełne łez -... nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś Ci się stało. - powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i przyciągnęłam do siebie szatyna zamykając w mocnym uścisku
- Nic się nie stało. - szeptałam - Wszystko jest w porządku.
Po chwili Harry już się uspokoił i rozkazał mi się położyć, a sam usiadł na krześle.
- Dlaczego poszłaś do tego klubu sama? - zapytał po chwili ciszy
- Chciałam odreagować... - westchnęłam
- Pokłóciłaś się z Matt'em?
- Zwolnił mnie. - odpowiedziałam
- Ale przecież do żaden problem. Mówiłem Ci już, że nie musisz pracować. - złapał moją dłoń i wpatrywał sie we mnie. Był taki spokojny i delikatny, kiedy wypowiadał jakiekolwiek słowa tak, jakby bał się, że każde, nawet najmniejsze słowo może mnie zranić.
- Skąd wiesz, że z nim rozmawiałam? - teraz to ja zapytałam
- Byłem u niego w studiu. - odpowiedział cicho - Ta dziewczyna... - przerwał na chwilę - Tay? - zapytał sam siebie - Tak, Tay. To z nią teraz pracuje? - przytaknęłam - Nie martw się. Nie potrzebujesz żadnej pracy. - uśmiechnął się, aby mnie pocieszyć, ale nie wyszło mu to. Chyba zauważył - Zobaczysz, że za kilka dni Matt będzie stał pod twoimi drzwiami i będzie Cię prosił, żebyś wróciła. - Lekko się uśmiechnęłam
- Taylor... - zaczęłam - .. to moja była przyjaciółka. - wyszeptałam, Harry był zszokowany, mocniej ścisnął moją dłoń - Nie mam pojęcia, dlaczego ona niszczy moje życie. - pojedyncza łza spłynęła po moim policzku - Najpierw chciała skłócić mnie z Ash, później wmawiała mi, że nie nadaję sie do modelingu, a na końcu zastałam ją z Nick'iem... - coraz większa ilość łez wypływała z moich oczu - A teraz jeszcze przez nią straciłam pracę. - wytarłam mokre policzki - Widocznie jest lepsza. - uśmiechnęłam się lekko, jednak nie na długo
- O czym ty mówisz? - oburzył się Harry - Ta dziewczyna nie nadaje się do modelingu! Widziałaś jej twarz? - zaczęłam się śmiać, choć wiedziałam, że mówi tak tylko po to, żeby mnie rozśmieszyć
- Jest jeszcze jedna sprawa. - powiedziałam cicho, Harry nagle spoważniał - Musimy się ode mnie wyprowadzić. - szepnęłam
- Nie ma sprawy. - odpowiedział wzruszając ramionami
- Mamy czas do... - przerwałam na chwilę -... dzisiejszego wieczoru. - dokończyłam po chwili zastanowienia
- Jak to MAMY CZAS? - był zdezorientowany - Nie chcesz mi powiedzieć, że ten chuj Ci kazał się wyprowadzić. - lekko podniósł głos, gwałtownie wstał z krzesła, nie odpowiedziałam - A zapłacił Ci chociaż? - ponownie milczałam - Nie zostawię tak tego. - powiedział wychodząc z sali
- Harry błagam Cię! Nie rób nic głupiego! - krzyknęłam, jednak już nie widziałam śladu po szatynie

~ Harry ~
Nie daruję mu tego. Wybiegłem ze szpitala i jak najszybciej wsiadłem do mojego samochodu. Ruszyłem do studia, a już po kilkunastu minutach byłem na miejscu.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - wparowałem z krzykiem do studia, jednak nie zastałem tam Matt'a, usłyszałem jedynie delikatny, kobiecy śmiech
- Wyszedł. Będzie za kilka minut. - wyjaśniła szatynka - Chcesz poczekać? - podeszła do mnie
- Z chęcią. - odpowiedziałem w nerwach
- Usiądźmy. - poprowadziła mnie do kanapy, na której po chwili zasiadliśmy - Napijesz się czegoś? - zapytała
- Wody, jeśli można.
- A może coś mocniejszego? - nie przestawała się uśmiechać, co mnie strasznie wkurzało
- Nie, prowadzę. - odmówiłem
Taylor wyszła z pomieszczenia, a po chwili wróciła z dwiema szklankami napełnionymi wodą. Podała mi jedną i usiadła blisko mnie. Stanowczo ZA BLISKO. Chciałem się trochę odsunąć, ale niestety siedziałem na samym końcu kanapy. Tay zaśmiała się.
- Spokojnie. Nie gryzę. - wpatrywała się we mnie, jak wilk w swoją ofiarę
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Jednak nie trwało to długo.
- Jak długo jesteście razem? - zapytała popijając wodę
- Pół roku. - odpowiedziałem niecierpliwiąc się, Kiedy on wreszcie wróci? Nie będę na niego czekał wieczność!
- Jesteście szczęśliwi. - przytaknąłem - Emma miała wielkie szczęście, że Cię spotkała. - napiłem się wody - Nie dość, że przystojny, utalentowany, sławny, to jeszcze wierny. - wymieniała O co jej do cholery chodzi?
- Jeżeli się kocha drugą osobę, to jest się jej wiernym. - powiedziałem spoglądając jej w oczy - I tu nie chodzi tylko o związki. W przyjaźni też tak jest, prawda? - zapytałem, uśmiechnęła się
- Masz rację. - prychnąłem słysząc te słowa - Emma była cudowną przyjaciółką. Chyba nigdy nie miałam lepszej przyjaciółki i nigdy nie będę miała. - zaczęła opowiadać - Było niesamowicie, do czasu. Emma zawsze marzyła o modelingu. Dowiedziała się o tym castingu. - słuchałem z uwagą. Byłem ciekaw, czy powie jak było naprawdę, czy rzeczywiście jest taką manipulantką, na jaką wygląda - Razem z Ash ją dopingowałyśmy. - wszystko jasne. To zwykła oszustka. - Wtedy okazało się, że ma szansę na pracę w Londynie. I tak nasza przyjaźń się zakończyła. - westchnęła teatralnie. Niezła z niej aktorka, nie powiem. Gdybym nie znał sytuacji, pewnie bym jej uwierzył - Bardzo mnie zabolała wieść o tym, że wyjeżdża... - zatrzymała się na chwilę - Każda z nas trzech, poszła w inną stronę. Nie wiem, co się teraz dzieje z Ash... Chęć zrobienia kariery przez Emm'ę zniszczyła naszą przyjaźń. - wybuchnąłem śmiechem
- A nie sądzisz, że waszą przyjaźń mogło zniszczyć to, że bzykałaś się z jej chłopakiem? - zakpiłem, spojrzała na mnie pytająco - Interesuje Cię, co się dzieje z Ash? - zapytałem "poważnie"
- Oczywiście.
- Mieszka w Brukseli. Studiuje plastykę. Codziennie rozmawia z nami. A co trzy tygodnie przyjeżdża do Londynu. Wtedy robimy imprezy z chłopakami i świetnie się bawimy. Może chciałabyś się przyłączyć? - patrzyła na mnie ze zdziwieniem - Oj, przepraszam. - nie dałem dojść jej do słowa - Ty teraz pracujesz, więc nie masz czasu. Nawet nie wiesz, jak mi przykro. - patrzyła na mnie z lekko rozchylonymi ustami - Aha i jeszcze jedno: Ash poznała zajebistego chłopaka. Nie powiem Ci, kto to, bo może przyjdzie Ci do głowy, żeby się za niego zabrać. - wstałem z kanapy, kierowałem się do wyjścia - Powiedz swojemu szefowi, żeby pieniądze, które zarobiła Em, wsadził sobie w dupę. - patrzyła na mnie bez słowa - A kluczyki od domu będzie miał wieczorem. Może. - odwróciłem się i zrobiłem kilka kroków, jednak znów się zatrzymałem - Przystojny, utalentowany, sławny, wierny i bezczelny. - zacytowałem jej słowa dodając coś od siebie - Marzenie każdej dziewczyny. - uśmiechnąłem się szyderczo - No właśnie: MARZENIE. - zaakcentowałem ostatnie słowo i wyszedłem
Wsiadłem do samochodu i odjechałem w stronę domu. Po kilku minutach byłem już na miejscu.
Zacząłem pakować nasze rzeczy. Po chwili usłyszałem dzwonek mojego telefonu.
- Hej kochanie. Jak się czujesz? - zapytałem moją Em
- Jest okay. Gdzie jesteś? - miała zatroskany głos
- W domu. Pakuję nasze rzeczy. - wyjaśniłem
- Rozmawiałeś...
- Nie. - przerwałem jej - Nie było go, a ja nie miałem zamiaru tam dłużej siedzieć i na niego czekać. Tym bardziej z nią.
- Taylor tam była?
- Tak. Kazałem jej przekazać Matt'owi, że będzie miał z powrotem klucze od domu dziś wieczorem... No i coś tam jeszcze. - uśmiechnąłem się na samą myśl
- Ale gdzie my się przeprowadzimy, co? - była załamana - I co jej powiedziałeś? - podniosła głos, zaśmiałem się
- Nic takiego. - odpowiedziałem - Nie sprzedałem jeszcze mojego starego mieszkania, więc nie ma problemu. Nie martw się skarbie.
- Ale przecież mieszkasz już ze mną dobre kilka miesięcy...
- Ale nie miałem serca sprzedawać... - przerwał mi jej śmiech - No, co? Uwielbiam to mieszkanie! - oburzyłem się
- Dobra, dobra. Pakuj te walizki, bo trochę Ci się zejdzie.
- Teraz to wiem! - krzyknąłem - Otworzyłem szafę z twoimi ubraniami. - wyjaśniłem - Nie wystarczy tych walizek, żeby to wszystko zmieścić.
- Nie przesadzaj. - uśmiechnąłem się - Kocham Cię. - powiedziała i się rozłączyła, a ja powróciłem do pakowania naszych rzeczy

~ Em ~
Całe szczęście, że nie spotkał Matt'a. Był strasznie wkurzony i aż się boję pomyśleć, co mógłby mu zrobić. Trochę się uspokoiłam, ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie nurtuje. Rozmowa Harr'ego z Taylor. Nie wiem, co ona mu nagadała, ale wiem, że jest zdolna nawymyślać niestworzone historie, a nikt się nie zorientuje, że to nie ma nic związanego z prawdą. Jednak Harry chyba nie uwierzył w żadne jej słowo... Albo po prostu nic takiego nie mówiła..
Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Powiedziałam ciche "proszę". Nie spodziewałam się żadnych gości...
- Cześć. Mogę? - w drzwiach pojawił się Nick, przez chwilę się zawahałam
- Jasne. Wchodź. - nie byłam pewna, czy dobrze robię
- Jak się czujesz? - zapytał niepewnie podchodząc do łóżka
- Już jest dobrze. - uśmiechnęłam się lekko - Usiądź. - wskazałam krzesło
- Chciałem Cię przeprosić za wszystko, co zrobiłem... - wykonał moje polecenie i spuścił wzrok - Ja naprawdę Cię kochałem... I nadal kocham. - spojrzał mi w oczy
- Ale to już...
- Wiem. - przerwał mi - Wiem, że teraz jesteś z Harry'm. Widzę, że jesteś szczęśliwa. - cały czas patrzył mi w oczy - Ja muszę się pogodzić z tym, że wszystko schrzaniłem i nie mam u Ciebie żadnych szans. - spuścił wzrok - Chciałem Ci tylko wszystko wyjaśnić... - ponownie spojrzał mi w oczy, nie przerywałam mu, mimo wszystko ma prawo się wytłumaczyć. - Kocham Cię i zawsze tak było. Byłaś moją pierwszą prawdziwą miłością pomimo tego, że miałem kilka dziewczyn przed Tobą. - mówił cicho, ale dzięki temu, że byliśmy sami, słyszałam każde jego słowo - To wszystko, co zobaczyłaś tamtego dnia... - zaciął się - ... To była jedna wielka pomyłka. - westchnął spuszczając głowę, zaczął bawić sie własnymi palcami - Taylor od dawna przystawiała się do mnie... Zawsze ją spławiałem... - przerwał na chwilę - Ale jestem facetem... Mam pewne potrzeby. Wtedy... - jąkał się - Ona to wykorzystała. Przyszła w tej swojej miniówce, w bluzce z dużym dekoltem... Kręciła się wokół mnie, prowokowała mnie. - znowu się na chwilę zatrzymał - Powiedziała, że da mi to, czego ty nie chcesz mi dać... Wymyślała, że nie kochasz mnie i dlatego za każdym razem mi odmawiasz... - pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, jednak szybko ją wytarł - Pomyślałem, że może mieć rację... Że może rzeczywiście mnie nie kochasz... - moje oczy się zaszkliły - No i resztę już widziałaś... - dopiero teraz spojrzał mi w oczy - Błagam Cię Em, nie płacz. - spojrzał na mnie z bólem - Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała... - lekko się uśmiechnęłam i wytarłam łzy - Przepraszam. - wyszeptał, chwyciłam jego dłoń - Wiem, że to już nic nie zmieni. Nie kochasz mnie. Rozumiem i dam Ci spokój... - patrzył mi głęboko w oczy - Ale wiedz, że ty zawsze będziesz moją miłością. - pogładził moją dłoń lekko się uśmiechając - Będziesz moją pierwszą i ostatnią miłością.
- Nie mów tak. - wyszeptałam - Przecież to nieprawda.
- Nie masz racji. - powiedział - Już nigdy nikogo nie pokocham tak, jak Ciebie. - uśmiechnął się - Pójdę już. - wyszeptał i chciał wstać, ale zatrzymałam go
- Mogę Cię o coś zapytać? - przytaknął - Co z Taylor? - zaśmiał się
- Jak to, co? - słuchałam go z uwagą - Znalazła sobie kolejnego frajera. - spojrzał za okno - Nie mam pojęcia, dlaczego wtedy chciała mnie zaciągnąć do łóżka. Co chciała tym osiągnąć...
- Chciała mnie zniszczyć. - powiedziałam cicho - Dalej chce to zrobić. I na razie jej to wychodzi. - wyszeptałam
- O czym ty mówisz?
- Przyleciała do Londynu. - wyjaśniłam - Przez nią straciłam pracę. - westchnęłam i zamknęłam oczy, żeby nie wypuścić łez - Dlaczego ona wszystko mi odbiera? - ścisnął moją dłoń - Co ja jej takiego zrobiłam?
Naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Wzięłam go do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. Zayn.
- Przepraszam, muszę odebrać. - uśmiechnęłam się
- Jasne. Ja i tak już muszę iść. - wstał i skierował się do wyjścia
- Odwiedzisz mnie jeszcze kiedyś? - zapytałam
- Oczywiście. - uśmiechnął się i wyszedł z sali
Nacisnęłam zieloną słuchawkę...
- Tak?
- No cześć! Jak się czujesz? - powitał mnie mulat, zmarszczyłam czoło, ponieważ słyszałam straszny gwar w słuchawce
- W porządku. Zayn, co tam się dzieje? Czemu u Ciebie jest tak głośno? - zapytałam
- A bo jest tu nas trochę... - telefon został mu zabrany
- Em! Mów mi natychmiast, w jakiej jesteś sali, bo ta blond lalunia nie chce nam powiedzieć!
- Ash! - krzyknęłam z radości - Co ty robisz w Londynie? - zadałam pytanie retoryczne. - Sala 33. - odpowiedziałam
- Okay. Już idziemy. - rozłączyła się
~~~~~~~~~
Hej kochani! Jest kolejny rozdział, mam nadzieję, że się podoba. Chociaż ja nie jestem zadowolona.
Kolejny rozdział prawdopodobnie w następny weekend.
Zapraszam też na mojego drugiego bloga, jeżeli jeszcze tam nie byliście
Don't Let me go
No i do następnego! ;*
Szablon by S1K